Najczęstsza przyczyna odpadającej farby na konstrukcji to nie farba, tylko to, co zostało pod nią. Przygotowanie powierzchni jest etapem, na którym najłatwiej oszczędzić — i najdrożej się to potem kończy.
Farba antykorozyjna działa jako bariera, ale tylko wtedy, gdy przylega do metalu. Jeśli pod nią zostanie luźna rdza, zgorzelina walcownicza, tłuszcz albo złuszczona stara powłoka, nowa warstwa przylgnie do zanieczyszczenia, a nie do stali. Efekt jest przewidywalny: po pewnym czasie odchodzi płatami razem z tym, co pod nią było.
Co gorsza, korozja pod szczelną powłoką postępuje dalej, w wilgoci, bez dostępu powietrza i bez możliwości oceny wzrokowej. Konstrukcja wygląda dobrze aż do momentu, w którym powłoka pęka i odsłania rozległy ubytek.
Ostatni punkt bywa niedoceniany. To właśnie w narożach i przy stykach profili zaczyna się większość korozji, bo tam gromadzi się wilgoć i zanieczyszczenia, a powłoka nakładana ręcznie jest najcieńsza.
Nie każda konstrukcja wymaga pełnego piaskowania. Jeśli korozja jest punktowa, a istniejąca powłoka na reszcie elementu przylega dobrze i nie ma śladów podkorodowania, zwykle wystarczy mechaniczne oczyszczenie miejsca uszkodzenia i uzupełnienie powłoki z zachodzeniem na warstwę istniejącą.
Granica przebiega tam, gdzie łatanie przestaje mieć sens ekonomiczny: gdy miejsc jest wiele, gdy powłoka odchodzi także poza nimi albo gdy przy próbie oczyszczenia okazuje się, że rdza sięga daleko pod farbę. Wtedy taniej i trwalej wychodzi objęcie pracami całego elementu.
Kluczowe jest zachowanie odstępu między oczyszczeniem a malowaniem. Świeżo oczyszczona stal jest bardzo podatna na korozję i przy dużej wilgotności potrafi zmatowieć nalotem rdzy zanim ekipa zdąży nałożyć pierwszą warstwę. Dlatego zakres dzieli się na odcinki i domyka po kolei, zamiast piaskować całość naraz.
Piaskowanie generuje pył i hałas, więc wymaga uzgodnienia z produkcją. W praktyce oznacza to wyznaczenie strefy prac, zabezpieczenie sąsiadujących urządzeń i ustalenie okna czasowego. W obiektach czynnych zwykle pracujemy sekcjami, w postojach lub poza główną zmianą.
Alternatywą tam, gdzie piaskowania nie da się przeprowadzić, jest oczyszczenie mechaniczne. Daje ono gorsze przygotowanie podłoża i zwykle krótszą żywotność powłoki, ale bywa jedynym możliwym rozwiązaniem — decyzję podejmujemy po obejrzeniu miejsca prac.
Powłoka nie jest rozwiązaniem raz na zawsze. Zużywa się mechanicznie, najszybciej w miejscach kontaktu, przy krawędziach i tam, gdzie zalega woda. Okresowy przegląd i punktowe uzupełnianie ubytków przedłuża jej życie znacznie taniej niż powtórzenie pełnego cyklu. Zakres takich prac opisuje strona zabezpieczenia antykorozyjnego.
Przygotowanie powierzchni i nakładanie powłok ochronnych na konstrukcjach stalowych.
Nie. Przy korozji punktowej i dobrze przylegającej starej powłoce zwykle wystarczy oczyszczenie miejscowe. Piaskowanie ma sens tam, gdzie rdza jest rozległa albo powłoka odchodzi także poza widocznymi ogniskami.
Zwykle tak, ale wymaga wyznaczenia strefy prac, zabezpieczenia urządzeń i uzgodnienia okna czasowego z produkcją. W obiektach czynnych pracujemy sekcjami.
Najczęściej dlatego, że została nałożona na niedostatecznie przygotowane podłoże — na luźną rdzę, zgorzelinę lub złuszczoną warstwę. Powłoka przylgnęła wtedy do zanieczyszczenia, a nie do metalu.
Pasywacja odbudowuje własną warstwę ochronną stali nierdzewnej, powłoka antykorozyjna tworzy nową barierę na stali węglowej. Wyjaśniamy, co kiedy wybrać.
Oczyszczanie powierzchni i nakładanie powłok ochronnych na konstrukcjach stalowych.
Elastyczne powłoki polimocznikowe odporne na ścieranie, wilgoć i chemię.